O kinie. Czarno na białym.

X muza okiem młodego fascynata. Recenzje, odczucia, przemyślenia, i nie tylko. Na długo i na krótko. O tym co warto obejrzeć i o tym co nie. Oczywiście subiektywnie. Z pasją.

Wpis

poniedziałek, 27 maja 2013

Recenzja "Wesele"

Jeszcze dziesięć lat temu o Smarzowskim nie słyszał prawie nikt. O Dziędzielu, Topie, czy Jakubiku także. A tu w 2013 Wojtek Smarzowski kręci swój piąty film – „Drogówkę” – i opanowuje górną część polskiego box-office’u na dobre kilka miesięcy. Mało tego, ludzie kina i fascynaci zastanawiają się kiedy wreszcie będzie można po seansie nowego dzieła zawiesić na nim choć jednego psa. To niebywałe, że w naszych warunkach narodziła się taka perełka. Jednak możliwe, że to właśnie dzięki nim… Czym się rozpoczęła ta wspaniała passa Wojtka? Otóż bramy do filmowego raju otworzyły się dla autora „Róży” w 2004 roku od pokazu premierowego „Wesela”.

Janusz i Kasia Wojnar biorą ślub w wiejskim kościele po czym razem z gośćmi jadą na wesele do pobliskiej remizy. Wszystko pięknie: wódka jest, ojciec z pieniędzmi też, muzycy z wodzirejem grający na żywo, prezenty weselne także. A jednak z czasem wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli.

Swoją popularność Wojciech Smarzowski w głównej mierze zawdzięcza niepowtarzalnemu stylowi narracji filmu. Do bólu realistyczne ujęcia, plus awangardowy montaż, plus idealnie dobrani aktorzy, plus okrucieństwo dają mieszankę jakiej wcześniej nie widziano. Z istną dokumentalną dokładnością wpycha kamerę pod zapijaczone mordy uczestników biesiady. Oni w swojej pijackiej bezpośredniości są w stanie zrobić wszystko. Oczywiście przy odpowiedniej motywacji. Wtedy akcja przenosi się poza salę balową, a zagląda to do obsranego wychodka, to na dziadkowe pole, to do „tetetki” – nowej (starej?) ukochanej Janusza.

Po wizualnych walorach ważną rolę w odbiorze filmu odgrywa komediowy nastrój. Lekkie przedstawienie wielu mocnych scen ironicznie komentuje weselne wesele. Trochę jak w „Dniu świra” widz wybucha śmiechem, by potem przerazić się obrotem spraw i zreflektować. Nie pomaga mu w tym, skądinąd kapitalna, ścieżka dźwiękowa Tymona Tymańskiego obśmiewającego realia i obyczaje panujące na wsi. Oraz drugoplanowe postacie, które nadają obrazowi kolorytu.

Jeśli chodzi o grę aktorską to nie przychodzą mi do głowy inne stosunkujące się do niej przymiotniki jak: fantastyczna, wielka, porywająca. To dzięki roli Wiesława Wojnara Marian Dziędziel stał się aktorem pojawiającym się w dosłownie każdej polskiej produkcji. Stworzył bowiem wielowymiarową postać, zarówno oszusta jak i kochającego ojca, typowego skurwysyna i przytłoczoną ofiarę losu, dusigrosza oraz naiwnego chłopca, który myśli, że jeśli ma pieniądze to ma wszystko. A to podane w gęstej, obficie lanej polewie alkoholowej. Jednak to nie jest teatr jednego aktora, bowiem na drugim planie równie pewnie na scenie obok Dziędziela tańcuje Arkadiusz Jakubik (notariusz) i Jerzy Rogalski. Tak naprawdę cała ta plejada aktorów jest odpowiedzialna za niesłychaną wiarygodność emanującą z zabawy weselnej.

Przede wszystkim film się nie nudzi. Akcja zmieniająca się jak w kalejdoskopie i wiele wątków trzyma w napięciu do napisów końcowych, a nawet i dłużej.

A z szerszej perspektywy widzę w tym obrazie człowieka zepsutego pieniędzmi, alkoholem i zawiścią. A także skutki braku miłości. Wtedy pozostaje tylko biały miś.

Jedyne co w takiej sytuacji mogłoby zepsuć tak idealnie wyważone dzieło X muzy jest zakończenie z infantylnym morałem. Na szczęście reżyser, jakby miał doświadczenie co najmniej trzech produkcji, płynnie meandruje pomiędzy grubo ciosaną opowieścią, a mądrym, uniwersalnym morałem, tak by wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No może prawie wszyscy…

Podsumowując, Wojciech Smarzowski stworzył coś niepowtarzalnego. I na tym nie poprzestał. Nadal się bawi w zachwycanie Polaków polskością.

Jeszcze na koniec chciałbym wtrącić, że po raz pierwszy zobaczyłem „Wesele” niecały tydzień przed wyjazdem na ślub rodziny z kontynuacją w tamtejszej remizie. Proszę sobie wyobrazić jak szalone wyobrażenia o tej imprezie miał 12 letni Ja.

T.

Taniec bohaterów do jednej z piosenek Tymona

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
wisniacz
Czas publikacji:
poniedziałek, 27 maja 2013 00:32

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość bobek napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2013/05/27 18:29:00:

    Dobre ;D

Dodaj komentarz